Subscribe

RSS Feed (xml)

Powered By

Skin Design:
Free Blogger Skins

Powered by Blogger

23 października, 2016

Krzysztof Czyżewski - Małe centrum świata


Małe centrum świata. Esej Krzysztofa Czyżewskiego.

Nie byłoby świata, tego zaułka w galaktyce, gdzie możliwa jest miłość, bez małych centrów świata.

Wielkie centrum kiedyś było, jedno, przed czasem. Pamięć o nim śpi w wygnaniu człowieka, w śmierci zwierząt i w milczeniu roślin, w skorupach rozbitego naczynia, w iskrach światła skrytych w ciemnej materii, w cierpieniu istnienia. Nasz kosmos stał się pyłem mikrokosmosów i tylko dzięki temu jego rozbicie nie unicestwiło go ostatecznie. Świat przetrwał w tym, co najmniejsze. Świat jest śmiertelnie spragniony małych centrów świata.

Wielkiego centrum nie ma. Jeśli powstaje, to jest zaledwie pokusą Historii, szkiełkiem iluzji w oku żądnych panowania. Wtedy rości sobie prawa, potrzebuje ideologii i władzy, wtedy chce być wyłącznie jedno. Niszczy i pożera małe, aż samo popadnie w ruinę. Zawsze się tak kończy: rośnie zadając śmierć, do czasu aż samo padnie jej ofiarą.

Gdy centrum urasta w Wielką Liczbę, naprzeciw niego stanąć może tylko to, co najmniejsze i miłosne. Ziemska pokusa i lęk przed potęgą największego sprawiają, że zamiast panować nad sobą chcemy panować nad wieloma, uciekając od siebie. W ten sposób przegrywa się bitwy z uzurpatorami wielkości. Goliat nie zostanie nigdy zwyciężony przez drugiego Goliata, tylko przez Dawida.

***

Małe centrum świata nie chce być jedno, postrzega siebie jako cząstkę współistniejącą z innymi. Ich moc jest jego mocą; nie żywi się słabością innych; dla swojego rozwoju nie potrzebuje dominować nad otoczeniem. Nie rości sobie prawa do wyłączności, wyjątkowości czy przodowania w czymkolwiek, jedynie do dialogu, współ-czucia i współ-odpowiedzialności.

Sztuką, którą szczególnie pielęgnuje się w małym centrum świata, jest przyjmowanie darów. Mówi ona o tym, że nie jesteśmy samowystarczalni, że życie jest obcowaniem ustanowionym na powinności oddawania daru. Świat zwraca się ku nam poprzez dary. Możemy ich nie przyjąć, nie oddać, albo wykorzystać je wbrew intencjom ich ofiarowania. Da nam to poczucie niezależności i panowania. Ale małe centrum świata nie jest "pępkiem świata"; jest współzależne i wolne dzięki odpowiedzialności za współistnienie. Małe centrum świata istnieje w tej mierze, w jakiej inni mogą składać w nim swoje dary.

Małe centrum świata otwiera na świat. Na cały świat. Nie przychodzi to jednak łatwo, a tym bardziej nie staje się to ponad głowami tych, którzy są najbliżej. Kosmopolita czy internauta, legitymujący się paszportami obywateli świata, mogą niespodziewanie znaleźć się w nowych gettach, zamknięci przez ideologie otwartości i upowszechniane globalnie technologie komunikacyjne. Ułatwiają one ponad-graniczne obywatelstwo i kontakt z ludźmi o podobnych upodobaniach i kompetencjach żyjących na różnych kontynentach, oddzielają nas natomiast od sąsiadów i współmieszkańców z innego kręgu kulturowego, zwłaszcza od tych, którzy nie chcą, nie potrafią lub z różnych innych względów - także materialnych - nie mogą przystąpić do naszego obywatelskiego forum albo sieci komunikowania się. Małe centrum świata otwiera na sąsiada, tego najtrudniejszego do zniesienia, bo najbardziej realnego Innego, wobec którego chce się uciekać w świat, daleko. Tymczasem tutaj "cały świat" staje się dostępny w bliźnim, z którym można się zabliźnić. Dopiero potem przychodzi reszta.

***

Małe centrum świata jest gościnne, obejmuje każdego, kto wstąpi do jego wnętrza, i wszystko, czego dosięga jego promień - każdą drobinę życia i każdy okruch czasu. Nie przyznaje obywatelstwa jednym, a wilczego biletu drugim. Nawet ci, poddani Wielkiej Liczbie i zarażeni panowaniem nad innymi, tutaj mieszkają. Wielkie centrum, tworzone przez ludzi po Wygnaniu, nawet ono jest zaledwie częścią małego centrum świata, gdzie wszystko zaczyna współistnieć, gdzie każda granica przebiega wewnątrz i nie ma żadnej, która byłaby jego granicą zewnętrzną. Ci, którzy burzą i depczą małe, również są częścią małego centrum świata. Jak również ci wykorzenieni i uciekający z domu w poczuciu wyższości i siłowej przewagi nad tym, co pragną zostawić za sobą, bo wstydzą się tego, skąd pochodzą i z kim współżyją - a więc wszyscy ci, których określilibyśmy mianem prowincjuszy - oni też tu zamieszkują.

Małe centrum świata jest prowincją zdolną wyzwolić z prowincjonalizmu. Mości się tam, gdzie powstaje nowa przestrzeń do zagospodarowania. Potrzebuje pionierów, organicznego budowania w długim trwaniu, wolności dla czynienia nowego. Tworzą go ludzie głodni podróży poza horyzont swojskości, niesforni wobec sztywnych reguł i absolutystycznych racji. Szanuje indywidualne i pojedyncze, ale indywidualistów i "wolne ptaki" prowadzi dalej, poza rubież "ja" i "moje", ku wolnemu aktowi tworzenia zakorzenionemu w życiu wspólnoty i rozwijającemu się w ciągłym z nią dialogu. Poszukiwacze prawdy i tajemnic świata, w wielkich centrach adorowani za swój geniusz, tutaj odkrywają granicę poznania i mądrości, której nie sposób pokonać samotnie, tylko we współ-byciu z innymi. Cele klasztorne, studia artystów, biblioteki filozofów, warsztaty najrozmaitszych specjalizacji, gniazda i rodzinne siedliska - każda z tych przestrzeni jest tylko przedsionkiem do kręgu wspólnoty, pośrodku którego pali się bezimienny ogień.

***

Małe centrum świata " kocha przeszłość dla przyszłości"1. Jego fundament położony jest głęboko w warstwach pamiętania, a praca nad archeologią pamięci nie ma tutaj końca. Otwarcie tej prowincji na świat nie jest wyobcowaniem ani budowaniem od zera. Na powierzchni życia istnieje tyle podziałów, ran, nierozstrzygalnych konfliktów i przeciwstawnych racji, że łatwo na tym płytkim gruncie zbudować osobne i zamknięte na siebie światy. Można próbować odciąć się od tego, zatrzeć ślady przeszłości, schować się za parawanem ignorancji i obojętności. Ale małe centrum świata nie jest przystanią dla partaczy, którzy budują na krótko i byle jak, nie bacząc na przyszłość. Tutaj po otwartość i sztukę życia razem zstępuje się w głąb pamięci i do samych trzewi miejsca, palimpsestu różnych losów i kultur. To, co było głębokim podziałem na powierzchni, w głębi odnajduje wspólny korzeń, jest splecione. Tutaj zakorzenienie jest formą odzyskiwania przyszłości.

Małe centrum świata ustanawiane jest w ciągłości tradycji. Nie można zapominać, że to żywa rzeka, a nie strzeżone zbiorniki stojącej wody. Wierność tradycji to nie upamiętnianie, lecz kontynuacja. Jeśli uświadomimy sobie, kim byli ci, którym chcemy dochować wierności, okaże się, że o ciągłości tradycji stanowi nieustanne zmienianie świata, przekraczanie granic oraz bunt przeciw zastygłym formom życia. Tajemnicą małego centrum świata jest to, że zamiast związywać ręce pionierom i innowatorom troską o zachowanie dziedzictwa albo nakazem pielęgnowania pamiątek, daje im szansę poszukiwania i tworzenia, które obejmują również przeszłość, odkrywają jej przyszłościowy potencjał, znajdują dla niej nowe formy wyrazu, a jednocześnie wyzwalają ją ze skostniałych form "uprawiania tradycji".

***

Małe centrum świata ukształca świat poprzez jego romantyzowanie. Praca organiczna i polskie tradycje pozytywistyczne są autentyczną formą romantycznego zaangażowania się w świat. Tym samym, czym jest tradycja Bildung, której wyraz nadał Novalis: Świat musi zostać zromantyzowany. W ten sposób odnajduje pierwotny sens. Romantyzowanie to jakościowe potęgowanie. (.) Nadając rzeczom pospolitym wyższy sens, zwykłym - tajemniczy wygląd, znanym - godność rzeczy nieznanych, skończonym - pozór nieskończoności - romantyzuje je 2. Małe centrum świata uzyskuje wyższy sens przez jakościowe spotęgowanie najbliższej nam otuliny życia.

Kamieniem węgielnym małego centrum świata jest niewidzialny most. W świecie po rozpadzie i z piętnem wygnania jedyne realne spoiwo dla zerwanych więzi może pochodzić z anty-materii. Wielkie centra potrzebują mostów umożliwiających im ekspansję i panowanie nad innymi. Do dyspozycji mają jedynie materialne budowle, za którymi stoi technologia, coraz bardziej odcięta od warstwy mitu skrywającej prawdę o budowaniu przejścia pomiędzy różnymi brzegami. Ponieważ w małym centrum świata wszystkie granice są wewnątrz, obejmują bardzo różnych ludzi nie wykluczając nikogo, jego tkanka życia zasadza się na nieustannym wysiłku przechodzenia na brzeg Innego. Nie jest to kwestia wyłącznie życia duchowego, także pragmatyki codzienności. Materialne złącza i drogowe przęsła ułatwiają fizyczną komunikację, ale w żaden sposób nie decydują o przechodzeniu na brzeg Innego. W tym sensie jedynie realne mosty powstają z anty-materii - niewidzialne, budujące tkankę łączną między wszystkimi okruchami życia, wciskającą się we wszystkie szczeliny istnienia, tam, gdzie żywe są pamięć i emocje, cierpienie i utrata, odmienność i brak porozumienia.

Małe centrum świata istnieje nie dzięki tym, którzy mają rację, czekając na swoim brzegu aż inni dołączą do nich, ale dzięki tym, którzy wychylają się ku Drugiemu.

Małe centrum świata tworzy się na linii Powrotu. Ocalone w tym, co najmniejsze.

*Krzysztof Czyżewski, praktyk idei, animator kultury, poeta i eseista, współtwórca Ośrodka Pogranicze - sztuk, kultur, narodów w Sejnach oraz Fundacji "Pogranicze".

Tekst wygłoszony podczas uroczystości wręczenia Nagrody im. Zygmunta Glogera. Łomża, 14 października 2016 roku.

1 Napis wyryty na grobie Zygmunta Glogera na Starych Powązkach w Warszawie, kwatera nr 52 głosi: "Kochał przeszłość dla przyszłości".

2 Novalis, Uczniowie z Sais, w przekładzie Jerzego Prokopiuka. Warszawa 1984, s. 96.


(Żródło)

28 czerwca, 2016

Innowica 2016 na skróty

(fot. Peter Beym)

Za nami IX edycja Spotkań Teatralnych – edycja niezwykle ważna nie tylko z powodu wydarzeń artystycznych, ale przede wszystkim międzyludzkiej solidarności. Przygotowania do tegorocznego festiwalu odbywały się w atmosferze niepewności – czy dojdzie do szczęśliwego końca – czy się odbędą? Te pytania spędzały nam sen z powiek. Okazało się, że w tych trudnych momentach możemy liczyć na przyjaciół, którymi jest wspaniała festiwalowa publiczność. Dlatego zanim przejdziemy do poszczególnych wydarzeń – chcielibyśmy na samym początku raz jeszcze podziękować wszystkim, którzy wsparli materialnie i mentalnie tegoroczne Spotkania.


Pierwszym teatrem, który otworzył festiwal był Teatr Ruchu Forma z Andrychowa ze spektaklem „Tezeusz 21” prowadzonego od lat przez artystkę-plastyka, reżyserkę i animatorkę kultury – Anetę Stuglik. W odróżnieniu od wcześniejszych spektakli mieliśmy możliwość obcowania z najtrudniejszą formą sztuki dramatycznej – monodramem. Przedstawiła go młodziutka, ale niezwykle utalentowana aktorka – Karolina Graca, która w niezwykle ekspresyjny sposób – posługując się ruchem i gestem w otoczeniu surowej scenografii i nastrojowej muzyki – przedstawiła opowieść o kobiecie próbującej zmierzyć się z demonami własnego „ja”.

Po spektaklu – na scenie muzycznej – wystąpił zespół Loopus Duo, którzy tworzą Sebastian Madejski i Robert Jaworski. Na szczególną uwagę – oprócz transowego grania – zasługuje warstwa tekstowa nawiązująca do zapomnianych mitów i opowiadań ludowych. Po występie warszawskiego duetu wystąpiły grupy z Kielc – legendarny Ankh, który niezwykle rzadko koncertuje oraz Almanah – prowadzony przez gitarzystę zespołu Ankh – Piotra Krzemińskiego. Wszystkie koncerty tego wieczoru ubarwiły aktywne projekcje Krzysztofa Owczarka (Cinemanual) jednego z najlepszych i najbardziej oryginalnych twórców – podobne próby wzbogacenia koncertów tym rodzajem sztuki są dziełem jego kiepskich epigonów.

Loopus Duo & projekcje Cinemanual (fot. Maciej Mrozik)

Ankh & projekcje Cinemanual (fot. Piotr Piotrowski)
Drugi dzień festiwalu – po oficjalnym otwarciu – rozpoczął się spektaklem dla dzieci „Fintikluszki” w wykonaniu Teatru Małe Mi. Moim zdaniem jest to jeden z najlepszych teatrów, którego spektakle adresowane są do najmłodszego widza. Aktorzy w niezwykle barwny i autentyczny sposób potrafią wciągnąć dzieci w fabułę i zachęcić do wspólnej improwizacji. Teatr przedstawił również następnego dnia swój drugi spektakl zainspirowany życiem i twórczością Juliana Tuwima pt. „Tuwim Julek”. Najmłodsi widzowie – jak i rodzice – byli zachwyceni bogactwem środków inscenizacji i charyzmą aktorów. 

 Teatr Małe Mi "Fintikluszki" (fot. Wacław  Bugno)
Po spektaklu Teatru Małe Mi rozpoczęło się spotkanie z Teatrem Opowieści z Walizki, który był już gościem poprzednich edycji. W tym roku obejrzeliśmy spektakl „O rybaku Urashima” – wielopłaszczyznową opowieść o śmierci i nieśmiertelności.

"Dziękuję za piękne przedstawienie - ponownie odpłynęłam - ponownie nie zawiedliście - ponownie czekam na następny raz --- Agata Patyra

Dziękujemy za serdeczne przyjęcie. InNOWICA ma najlepszą publikę:) --- Opowieści z Walizki"

Kolejnym wydarzeniem był wernisaż prac ukraińskiego malarza Serhija Sawczenki i Kamili Bednarskiej w gospodarstwie agroturystycznym Nowica 21 prowadzonym przez Leszka i Alinę Wronowskich. Były to prace przygotowane specjalnie na okazję festiwalu. Nie jestem specjalistą-krytykiem od sztuk plastycznych, ale z relacji uczestników wernisażu byli oni pod wrażeniem.

Serhij Sawczenko - Kamila Bednarska "Intymność" (fot. Peter Beym)

Późnym popołudniem rozpoczął się spektakl muzyczno-literacki w wykonaniu Scholi Węgajty „Orient-Okcydent” – dialog średniowiecznej muzyki europejskiej XI-XII wieku z muzyką perską – z gościnnym udziałem perskich muzyków –  Yaldy Yazdani i Mohammada Rasouli. Absolutnie niecodzienne spotkanie kultury orientu z kulturą europejską na gruncie Łemkowszczyzny.

Schola Węgajty "Orient-Okcydent" (fot. Wacław Bugno)

Wieczorną część teatralną drugiego dnia zakończył Teatr Biuro Podróży spektaklem „Mistrz głodu”. To wieloznaczna opowieść o naszej rzeczywistości nawiązująca do opowiadania Franza Kafki „Głodomór”. Widowiska Biura Podróży pozostawiają w głowach publiczności wiele pytań i – jeśli można użyć takiego określenia – kreatywnej niepewności – zmuszają do refleksji, zastanowienia się nad tym, co się dzieje wokół nas – a nie dzieje się za dobrze.

Teatr Biuro Podróży "Mistrz głodu" (fot. Peter Beym)

"Dziękujemy wspaniałej publiczności i organizatorom Festiwalu w Nowicy! --- Paweł Wiktor Szkotak (Teatr Biuro Podróży)" 

Teatr Biuro Podróży "Mistrz głodu" (fot. Wacław Bugno)

Późnym wieczorem wystąpiła Grupa Ludzi prezentująca otwartą formę muzyczną oraz częstochowski skład Jaźna i Nowica 9.

Grupa Ludzi & projekcje Cinemanual (fot. Peter Beym)

Trzeci dzień festiwalu – podobnie jak dzień wcześniej – rozpoczął Teatr Małe Mi, o którym już wspominałem. Po spektaklu dla dzieci rozpoczęło się spotkanie autorskie z Antonim Krohem – wybitnym pisarzem i etnografem, którego zbiór wspomnień „Sklep potrzeb kulturalnych” jest jedną z najciekawszych książek poświęconych kulturze karpackiej.

Teatr Małe Mi "Tuwim Julek" (fot. Wacław Bugno)
Antoni Kroh (fot. Peter Beym)

Zaraz po spotkaniu rozpoczął się spektakl Natalii Połowynki (Ukraina) „Kwitka-Newista”. Wykonawczyni – związana kiedyś z jedną z najważniejszych grup ukraińskich Majsternia Pisni, a obecnie współpracująca z Instytutem Grotowskiego we Wrocławiu – przedstawiła przejmujący i pełen mistycznych uniesień monodram, który porwał serce widzów.

"Дякую, Новиця, земля рідна Антонича і наша! Дякую, IX Spotkania Teatralne Innowica 2016, за 3 дні волі, доброго спілкування і любові - від землі і від людей. Вдячна дуже, Kostko Markovych, за подаровану подорож - із церковцями, горами-долами, музеєм Андрія Вархоли (Енді Ворхола) і піснями...На фото - дорога від фестивалю, після вистави "Квітка-невіста"(реж.Сергей Ковалевич - акт. Natalia Polovynka) - до хати Mateusz Sora, на бограч від остап лозинський та друзів... В такій красі не маєш за що триматися - починаєш знов бачити, що тримає тебе )) Piotr Bussold --- Наталія Половинка" 

Teatr Cinema "Kabaret olbrzymów" (fot. Wacław Bugno)

Chwilę potem rozpoczął spektakl „Kabaret olbrzymów” – moim zdaniem jednego z najciekawszych zespołów teatralnych w Polsce – Teatru Cinema z Michałowic prowadzonego przez artystę-plastyka Zbigniewa Szumskiego. Wszystko w klimatach absurdalnych i surrealistycznych.

Teatr Cinema (fot. Peter Beym)

Wieczorem z plenerowym przedstawieniem „Kilku ekscentryków i słoooń” wystąpił Teatr Klinika Lalek z Wolimierza. I tutaj muszę na moment muszę zrobić osobistą dygresję ponieważ to, czego dokonała ekipa Kliniki Lalek to jest prawdziwe mistrzostwo świata. Proszę sobie wyobrazić, że zespół po 72 godzinnej podróży kilkoma busami, które raz za razem padały po drodze – przyjechał na czas do Nowicy i mimo straszliwego zmęczenia zmontował skomplikowaną scenografię i zagrał pełen spektakl. Rolling Stonesi nie dorastają im do pięt. Na zakończenie wystąpił wrocławski zespół-legenda – Kormorany – z niesamowitym materiałem ze swojej najnowszej płyty „Majaki”. Muzycy zaprezentowali pełną plastycznych wizji muzykę, która mogłaby być ozdobą niejednego spektaklu czy filmu. Festiwal zakończył mocnym uderzeniem – koncert młodego, ale bardzo ciekawego zespołu psychodelicznego z Krakowa – Stonerror.

Teatr Klinika Lalek "Kilku ekscentryków i słooń" (fot. Peter Beym)

"Magią Nowicy jest atmosfera. Ze świata garniturów, powinności, obowiązków, politycznie poprawnych wypowiedzi i markowych ciuchów wkracza się tam w świat, gdzie z samego faktu, że się tam znajdujemy, wynika, iż wszyscy mówimy sobie po imieniu. Dominuje skromność, a markowe ciuchy są albo niezauważalne, albo faux pas. Nikt nikogo nie pyta, kto się czym w swoim świecie zajmuje, ile ma zer na koncie i jaka cyferka mówi o jego wieku. Ważne, jak w antycznej tragedii, jest tu i teraz. Jakim jesteś człowiekiem, co masz w tej chwili do powiedzenia, jak słuchasz, jak opowiadasz, jaki jesteś w kontakcie, ile w tobie życzliwości. A ona się uruchamia, jakby to miejsce naciskało niewidzialny guzik w człowieku. Nie spotkał nas tam ani jeden przykry czy niezręczny moment. Kilka wyrwanych życia dni na pobycie w świecie idealnym." --- Ewa Błażej

(fot. Piotr :Piotrowski)

Nie czuję się absolutnie uprawniony do podsumowania tegorocznej edycji. Tego może dokonać tylko publiczność. Mamy nadzieję, że każdy znalazł dla siebie coś interesującego i nie zawiedliśmy pokładanych w nas nadziei. Dziękujemy widzom, wszystkim artystom, ks. Janowi Pipce, pani Wisi i drugiej przemiłej Pani, wolontariuszom i przyjaciołom za pomoc w realizacji tego projektu. Chcemy się z Wami spotkać za rok.

Piotr Bussold

(fot. Peter Beym)

19 maja, 2016

IX Spotkania Teatralne Innowica 2016 - program


Z przyjemnością informujemy, iż tegoroczne Spotkania Teatralne Innowica odbędą się w dniach 26-28.05.2016 roku we wsi Nowica.

26.05 (czwartek)

20.00 – Teatr Ruchu Forma „Tezeusz 21” (stodoła)
21.00 – Loopus Duo + Ankh + Almanah (scena Nowica 9)

27.05 (piątek)

11.00 – otwarcie
11.30 – Teatr Małe Mi „Fintikluszki” + zabawa dla dzieci (Sarepta)
14.00 – Teatr Opowieści z Walizki „O rybaku Urashima” (szkoła)
16.00 – Jacek Zawadzki „Hantio” (szkoła) - przedstawienie dla widzów od lat 15
17.30 – wernisaż Sergieja Sawczenki i Kamili Bednarskiej (Nowica 21)
18.30 – Schola Węgajty „Orient-Okcydent” (scena Nowica 9)
20.30 – Teatr Biuro Podróży „Mistrz głodu” (Sarepta)
22.00 – Grupa Ludzi + Nowica 9 & CineManula (projekcje) + Jaźna (scena Nowica 9)

28.05 (sobota)

11.00 – Teatr Małe Mi „Tuwim Julek” (scena Nowica 9)
13.00 – spotkanie z Antonim Krohem (szkoła)
15.00 – Natalia Połowynka "Kwitka-Newista" (stodoła) - przedstawienie dla widzów od lat 15
18.00 – Teatr Cinema „Kabaret Olbrzymów” (stodoła)
20.30 – Teatr Klinika Lalek „Kilku ekscentryków i słoooń” (Sarepta)
22.00 – Stonerror + Kormorany (scena Nowica 9)


Zapraszamy do odwiedzenia rękodzielniczego "kermeszu" pod Starą Lipą oraz na ciepłą przekąskę i wiosenno-ziołowe napoje, które upichciły Dzieciaki pod czujnym okiem Mirka, Oli i Przyjaciół. To będzie się działo w okolicy chyży Nowica 8.



Atrakcją będą również pokazy tradycyjnego toczenia łyżek w domu Państwa Michniaków (Nowica 14) vis a vis cerkwi św. Paraskewy, którą można również zwiedzać.
 

Tradycyjnie informujemy, że nie zapewniamy i nie pośredniczymy w zakwaterowaniu. Artystów, którzy chcieliby wystąpić podczas tegorocznej edycji prosimy o nie przesyłanie już swoich propozycji ponieważ program został zamknięty. Możliwe są zgłoszenia na przyszły rok. Organizatorzy zastrzegają sobie możliwość ewentualnych zmian w programie.

Innowica - dziękuje


Kochani,

Dziękujemy wszystkim "Wspieraczom"- niezależnie od powodzenia akcji crowdfundingowej. Podtrzymywaliście nas duchowo w trudnych chwilach. Program tegorocznej edycji nie jest na pewno "programem marzeń", który chcieliśmy zaprezentować, ale na miarę  możliwości. Jesteśmy  wdzięczni i dumni z tego, że mamy tak fantastycznych Przyjaciół ....

Jesteście w sercu ....

Haśki, Andrzej Witkowski,  Węgajty, Tatiana, Leszek i Alinka Wronowscy, Leszczyny, Iza Osadnik, Nowica 9, Astek i Dorotka, Basia i Lewy, Pchła Szachrajka, Anetka z Andrychowa, The Stubs (Tomek i Magdusia, Łukasz, Radek), Maciek Kudłacik and Czerwie Band, Regina, Renatka Podsądecka, Sylwester Piątkowski, Sylwia Grużewska, Państwo Zwierzyńscy, Marek i Kinia Grabowski, Martusia, Paweł Sky, Lydia, Tasiemka, Syrbski Jeb, Oranżada, Helsinki, Stonerror, Sebastian Madejski, Marta Łukaszewska, Karol Schwarz, Na Siano Festiwal, Gratuleq, Fiołek, Sroczka, Jovan Radicevic, Janek Zaborowski, Katarzyna Mędrzycka, Jacek Malczewski, Ania i Tomek Opalińscy, Agnieszka Strzelczyk, Andrzej Christ, Ania i Marcin Rochowscy and The Great Family, Magdalena Żelechowska, Małgosia Wolińska, Pan Zambrowski, Joanna Wygodzka, Magdalena Radkiewicz, Pani Chojnowska, Agnieszka Grygierek-Adamkiewicz  i goście Domu Na Łąkach, Sergiej Sawczenko, Ryszard Latecki i Natalka, Danuta Ćwik-Drzewiecka, Mateusz Tymura, Joasia Nawrocka , SZYLDY TEAM, Maciek Majewski, Kuba Sojka, Witek i Marta Broda, Andrzej i Małgorzata Bieńkowscy, Marysia i Jurek Szczepkowski, Olenka Duć-Fajfer, Monika i Adaś, Czarna Gosia, Justyna, Zosia Fuglewicz, Biuro Podróży, Jarek Siejkowski, Kasia i Zbyszek Szumscy, Wiktor Wiktorczyk, Klinika Lalek, Jacek Zawadzki, Asia Sarnecka, Maciek Harna, Ania Woźniak, Kormorani, terenNowy, Nina Nu, Amok, Osa, Teśluczki, Puchatek, Telmutka. 

Dziękujemy również wszystkim, którzy prosili o anonimowość.




Opowiadanie dla Lem.Fm +

Wywiad dla łemkowskiego tygodnika Lem.Fm +

Na co dzień mieszka Pan w Warszawie. W jaki sposób znalazł Pan zakątek Nowica, który niektórzy nazywają końcem świata? Co urzekło Pana w tym miejscu i jak zrodził się pomysł, aby łąki, lasy, potoki stały się tłem i sceną dla kulturalno-artystycznych wydarzeń?

Do Nowicy trafiłem prawie 25 lat temu. Przyjechałem tam z przyjaciółmi na majówkę.  Od samego początku zakochałem się w tym miejscu, w magii tej doliny, w otoczeniu połonin, ale przede wszystkim w ludziach, którzy tam mieszkają, pracują, żyją. Życie tak bardzo ich doświadczyło zawieruchą dziejową i wojenną, ale mimo swoich osobistych, trudnych przeżyć  dla każdego mają otwarte serca, uśmiech, dobre słowo. W dużych miastach bardzo trudno spotkać takich „ludzi-serca”.

Artystyczne tradycje Nowicy sięgają okresu międzywojennego. Urodził się tutaj wybitny ukraiński poeta - na wskroś przesiąknięty duchem Łemkowszczyzny – Bohdan Ihor Antonycz – nazywany przez niektórych pierwszym „ poetą ekologicznym”.

Nowica została ponownie artystycznie odkryta – jeśli można użyć takiego stwierdzenia – przez Włodzimierza Staniewskiego, który na początku lat 80-tych wraz z grupą przyjaciół z Teatru Gardzienice przemierzał rubieże Polski wschodniej i południowej w poszukiwaniu miejsc, które zachowały swoją kulturowość – nietknięte i nie skażone cywilizacją – czerpiąc z nich inspirację. W tej grupie było bardzo wielu dziś wybitnych i ważnych dla kultury polskiej ludzi m.in.  Krzysztof Czyżewski – założyciel Ośrodka Kultur Sztuk i Narodów Pogranicze w Sejnach, Tomasz Rodowicz i Dorota Porowska ze Stowarzyszenia Teatralnego Chorea, Waldemar Czechowski – filmowiec dokumentalista i Jadwiga Rodowicz. Szczególne miejsce w Nowicy mają Wacław i Ermudte Sobaszek z Teatru Węgajty, którzy przyjeżdżają tu od wielu, wielu lat ze swoimi Allelujkami.

A cała przygoda ze Spotkaniami Teatralnymi Innowica zrodziła się w sposób spontaniczny. W łemkowskiej chyży pod numerem 9 żył jeden z ostatnich wiejskich muzykantów – Jan Szymczyk. Jego marzeniem było by po jego śmierci w tym domu zawsze tętniła muzyka, by był on domem spotkań artystów. I tak też się stało. Te tradycję kontynuują po dziś dzień muzycy grupy Nowica 9, którzy wcześniej nazywali się Zabrzańska Orkiestra Rockowa z Nowicy. Oni organizowali tu niszowe Spotkania Artystów, na  które przyjeżdżali ludzie by spotkać się tworząc wolną i nieskrępowaną atmosferę twórczej pracy. Jednak przemiany społeczne i gospodarcze w kraju spowodowały, że i oni musieli utrzymać swoje rodziny i przyjeżdżali coraz rzadziej. W 2007 roku będąc na wakacjach w Nowicy uczestniczyłem w Festiwalu Mniejszości Etnicznych, który zorganizował łemkowski zespół Pod Kyczerą. Zainspirowany tym wydarzeniem, duchem Spotkań Artystów w Nowicy 9, tradycjami Gardzienic i Węgajt, swoim życiem zawodowym w Teatrze Narodowym – pomyślałem - czemu nie spróbować  wskrzesić ponownie tego ducha? W Nowicy istniało Stowarzyszenie Przyjaciół Nowicy, skupiające grupę pasjonatów tej wsi, które powstało w celu ratowania szkoły podstawowej w Nowicy. Po powrocie do Warszawy zadzwoniłem do kolegów opowiadając o tym pomyśle. Usłyszałem – „oczywiście, wchodzimy w to”. Napisałem do kilku zespołów teatralnych, które odpowiedziały pozytywnie na zaproszenie. No i zaczęło się ...

Nowica jest miejscem, gdzie mam wrażenie ludzie chowają się przed cywilizacją, uciekają od dóbr doczesnych, mówią NIE dla tego co współczesne. Jak Pan myśli, co ma w sobie to miejsce, że zrzesza tam gdzie pozornie nic już nie może się wydarzyć osoby, które swoimi barwnymi osobowościami były by w stanie obdzielić tysiące miejsc i ludzi?

To bardzo ciekawe pytanie. Wspomniałem o tym trochę wcześniej. Spotkałem się z takim stwierdzeniem dotyczącym festiwalu, ale chyba też dobrze określającym Nowicę - to miejsce, które jest poza pozą. Tutaj nikt nikogo nie udaje – jest taki jaki jest na prawdę. Każda nieszczerość wychodzi od razu. Wszyscy podchodzą do siebie z sercem na dłoni. Taka atmosfera przyciąga ludzi do siebie i zbliża. Do Nowicy przyjeżdżają wrażliwcy, osobowości twórcze – uciekające przed kłamstwem, nieszczerością, spragnione autentycznego spotkania z drugim człowiekiem. Duże ośrodki nie sprzyjają takim postawom – zawsze jest coś do ukrycia, do zakombinowania, do zafałszowania.

Kim są artyści, którzy przyjmują zaproszenia na Innowicę, lub którzy sami wyrażają chęć wystąpienia w tych niecodziennych okolicznościach scenicznych?

Staramy się zapraszać artystów, którzy znali Nowicę wcześniej i tych, których twórczość widzimy oczami wyobraźni w kontekście Innowicy. Nie chcemy prezentować sztuki jarmarcznej, hałaśliwej, komercyjnej. Chcemy pokazywać wydarzenia, które mówią o czymś ważnym, przekazują uniwersalne wartości, niejednoznaczne - pozostawiają w głowach widzów pytania, refleksje. Takich artystów poszukujemy w czasie, w którym układamy program kolejnych edycji. Dobra fama festiwalu roznosi się po kraju i zagranicą pocztą pantoflową i bardzo często to sami artyści wychodzą do nas z inicjatywą.

Dla jakiego odbiorcy jest ten festiwal?

Program festiwalu układany jest w taki sposób żeby każdy znalazł w nim coś dla siebie – począwszy od najmłodszych widzów po seniorów. W tym miejscu muszę wspomnieć o fenomenalnym zjawisku jakim jest reakcja najmłodszych na bardzo poważne przedstawienia, w których uczestniczą rodzice. Mimo, iż czasem nie rozumieją treści to odbierają je bardzo intuicyjnie – czasem spontaniczniej niż rodzice.

Jakie znaczenie dla festiwalu ma przenikająca się, w sposób szczególny w tym miejscu, kultura polska z łemkowską? Czy staracie się Państwo w wyjątkowy sposób oddać jej cześć i zaznaczyć jej obecność?

Ten element jest dla nas bardzo istotny. Mieszkańców Nowicy, Łemkowszczyznę traktujemy bardzo poważnie – zawsze z poszanowaniem lokalnej kultury. To są nasi Gospodarze, którym należy się szacunek i honory. Nie zawsze na każdym festiwalu jest akcent Łemkowski, ale nie wynika to z ignorancji, a bardziej z niewiedzy i  braku dostatecznej informacji o działalności kulturalnej w środowiskach Łemkowskich. Pracując na co dzień w mieście nie dochodzą do nas informacje o ciekawych zespołach grających np. tradycyjną muzykę łemkowską. Z pełnym chapeau bas - nie jest filozofią zaproszenie zespołu LemOn, którego płyty można kupić w każdym sklepie, obejrzeć w telewizji czy znaleźć w internecie. Nas interesuje prezentacja kultury Łemkowskiej w jej wymiarze tradycyjnym, najbardziej autentycznym.  Naszymi gośćmi byli m.in. rewelacyjny zespół Micne Ziła, gościliśmy narodowy teatr ze Słowacji Divadlo Alexandra Duchnovica, który jest chyba jedynym na świecie zespołem grającym w języku rusińskim, prezentowaliśmy spektakl muzyczno-literacki „Antonycz w domu”, w ubiegłym roku naszym gościem był młody pisarz słowacki Maros Krajniak, który w swoich utworach porusza się po rusińskim świecie. Mamy nadzieję, że ten krótki wywiad przyczyni się w jakimś stopniu aby napisać do nas (adres mailowy jest na oficjalnej stronie festiwalu www.innowica.pl ) i poinformować o ciekawych zjawiskach w kulturze Łemkowskiej, a my w miarę możliwości będziemy starali się je sukcesywnie prezentować w czasie festiwalu.

Czym różnią się od siebie poszczególne festiwale? Czy atmosfera, specyfika, treść zmieniały się na przestrzeni lat?

Staramy się by zachować ciągłość repertuarową. Na przestrzeni lat festiwal wyrobił sobie wierną publiczność, której z roku na rok przybywa, i jak na nią przystało są to ludzie, którzy w tym czasie przebywając w Nowicy, starają się nie zakłócać spokoju stałym mieszkańcom i ich normalnego trybu życia. Festiwal wciąż pozostaje wolnym festiwalem – wstęp na wszystkie wydarzenia jest bezpłatny – choć mam wrażenie, że czasem odbywa się to ze szkodą dla odbioru sztuki.

Czym dla Pana osobiście jest Innowica? 

Odpowiem żartobliwie. Innowica to moje dziecko. Bywa bardzo nieznośne, z czasem wymaga coraz więcej nakładów finansowych i uwagi. Potrafi wycisnąć łzy, jest przyczyną przygnębienia, złości, ale kocham je bardzo.

Jakie miejsce w wielkim świecie zajmuje Innowica? Czy np.  Warszawa zna Innowicę?

W środowisku artystów o Nowicy słyszało bardzo wiele osób. Zdarza się, że dzwoniąc do któregoś zespołu teatralnego czy artysty słyszę słowa: „Cześć, jak miło – czekałem na Wasz telefon i zaproszenie”. Staraliśmy się nie nagłaśniać medialnie festiwalu obawiając się, by nie spowodować najazdu na tę magiczną wieś. Doszliśmy w tym roku z kolegami do wniosku, że odrobina reklamy nie zaszkodzi, bo podróż w te regiony wymaga wielu wyrzeczeń - nie ma też odpowiedniej infrastruktury, żeby przyjąć większą liczbę osób, dlatego potop nam nie grozi. W kwietniu, w warszawskim klubie Fugazi odbył się benefitowy koncert na rzecz festiwalu, w którym charytatywnie zagrało wiele zespołów z kręgu kultury alternatywnej.

Czego możemy się spodziewać w tym roku? W jaki sposób zachęcił by Pan naszych czytelników do wzięcia udziału w imprezie i przede wszystkim czy Łemkowie poczują łemkowskiego ducha  na tegorocznej imprezie? 

Z uwagi na ograniczone możliwości finansowe program tegorocznej edycji jest skromniejszy, ale nie znaczy to, że jest mniej ciekawy. Będziemy mogli obejrzeć artystów, którzy byli już gośćmi Innowicy i którzy czują jej atmosferę m.in. Teatr Biuro Podróży, Teatr Klinika Lalek, Teatr Cinema. W tym roku nie będzie może spektakularnego elementu Łemkowskiego, ale też nie zapominamy o nich – będziemy gościć Antoniego Kroha – wybitnego pisarza z kręgu kultury karpackiej, autora „Sklepu potrzeb kulturalnych”, „Łemkowszczyzny” wydanej przez wydawnictwo Bosz. Przedstawi on fragmenty swojej najnowszej książki poświęconej Łemkom.

Z Piotrkiem Bussoldem rozmawiała Monika Tylawska.