Subscribe

RSS Feed (xml)

Powered By

Skin Design:
Free Blogger Skins

Powered by Blogger

10 stycznia, 2017

Pomoc dla Witka Brody


Drodzy Przyjaciele!

Witek Broda uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu, jadąc na kolędę i z darami dla Polaków w Naddniestrzu. Cały czas przebywa w szpitalu w Mołdawii. Potrzebne jest wsparcie finansowe na szybkie przewiezienie go do Polski, rehabilitację i doraźną pomoc. Możecie wesprzeć go dokonując wpłaty na konto bankowe (78 1030 0019 0109 8518 0305 5288 (Marta Broda) z dopiskiem "pomoc dla Witka Brody")


Dear Friends!
Witek Broda had a serious car accident while driving with christmas gifts for Poles in Transnistria. He is in the hospital in Moldova. Financial support is urgently needed for quick transport him to Poland, rehabilitation and emergency assistance. You can support him by making a money transfer to bank account: (78 1030 0019 0109 8518 0305 5288 (Receiver: Marta Broda) with a note: "help for Witek Broda"

https://www.facebook.com/events/1864418280455282/

23 października, 2016

Krzysztof Czyżewski - Małe centrum świata


Małe centrum świata. Esej Krzysztofa Czyżewskiego.

Nie byłoby świata, tego zaułka w galaktyce, gdzie możliwa jest miłość, bez małych centrów świata.

Wielkie centrum kiedyś było, jedno, przed czasem. Pamięć o nim śpi w wygnaniu człowieka, w śmierci zwierząt i w milczeniu roślin, w skorupach rozbitego naczynia, w iskrach światła skrytych w ciemnej materii, w cierpieniu istnienia. Nasz kosmos stał się pyłem mikrokosmosów i tylko dzięki temu jego rozbicie nie unicestwiło go ostatecznie. Świat przetrwał w tym, co najmniejsze. Świat jest śmiertelnie spragniony małych centrów świata.

Wielkiego centrum nie ma. Jeśli powstaje, to jest zaledwie pokusą Historii, szkiełkiem iluzji w oku żądnych panowania. Wtedy rości sobie prawa, potrzebuje ideologii i władzy, wtedy chce być wyłącznie jedno. Niszczy i pożera małe, aż samo popadnie w ruinę. Zawsze się tak kończy: rośnie zadając śmierć, do czasu aż samo padnie jej ofiarą.

Gdy centrum urasta w Wielką Liczbę, naprzeciw niego stanąć może tylko to, co najmniejsze i miłosne. Ziemska pokusa i lęk przed potęgą największego sprawiają, że zamiast panować nad sobą chcemy panować nad wieloma, uciekając od siebie. W ten sposób przegrywa się bitwy z uzurpatorami wielkości. Goliat nie zostanie nigdy zwyciężony przez drugiego Goliata, tylko przez Dawida.

***

Małe centrum świata nie chce być jedno, postrzega siebie jako cząstkę współistniejącą z innymi. Ich moc jest jego mocą; nie żywi się słabością innych; dla swojego rozwoju nie potrzebuje dominować nad otoczeniem. Nie rości sobie prawa do wyłączności, wyjątkowości czy przodowania w czymkolwiek, jedynie do dialogu, współ-czucia i współ-odpowiedzialności.

Sztuką, którą szczególnie pielęgnuje się w małym centrum świata, jest przyjmowanie darów. Mówi ona o tym, że nie jesteśmy samowystarczalni, że życie jest obcowaniem ustanowionym na powinności oddawania daru. Świat zwraca się ku nam poprzez dary. Możemy ich nie przyjąć, nie oddać, albo wykorzystać je wbrew intencjom ich ofiarowania. Da nam to poczucie niezależności i panowania. Ale małe centrum świata nie jest "pępkiem świata"; jest współzależne i wolne dzięki odpowiedzialności za współistnienie. Małe centrum świata istnieje w tej mierze, w jakiej inni mogą składać w nim swoje dary.

Małe centrum świata otwiera na świat. Na cały świat. Nie przychodzi to jednak łatwo, a tym bardziej nie staje się to ponad głowami tych, którzy są najbliżej. Kosmopolita czy internauta, legitymujący się paszportami obywateli świata, mogą niespodziewanie znaleźć się w nowych gettach, zamknięci przez ideologie otwartości i upowszechniane globalnie technologie komunikacyjne. Ułatwiają one ponad-graniczne obywatelstwo i kontakt z ludźmi o podobnych upodobaniach i kompetencjach żyjących na różnych kontynentach, oddzielają nas natomiast od sąsiadów i współmieszkańców z innego kręgu kulturowego, zwłaszcza od tych, którzy nie chcą, nie potrafią lub z różnych innych względów - także materialnych - nie mogą przystąpić do naszego obywatelskiego forum albo sieci komunikowania się. Małe centrum świata otwiera na sąsiada, tego najtrudniejszego do zniesienia, bo najbardziej realnego Innego, wobec którego chce się uciekać w świat, daleko. Tymczasem tutaj "cały świat" staje się dostępny w bliźnim, z którym można się zabliźnić. Dopiero potem przychodzi reszta.

***

Małe centrum świata jest gościnne, obejmuje każdego, kto wstąpi do jego wnętrza, i wszystko, czego dosięga jego promień - każdą drobinę życia i każdy okruch czasu. Nie przyznaje obywatelstwa jednym, a wilczego biletu drugim. Nawet ci, poddani Wielkiej Liczbie i zarażeni panowaniem nad innymi, tutaj mieszkają. Wielkie centrum, tworzone przez ludzi po Wygnaniu, nawet ono jest zaledwie częścią małego centrum świata, gdzie wszystko zaczyna współistnieć, gdzie każda granica przebiega wewnątrz i nie ma żadnej, która byłaby jego granicą zewnętrzną. Ci, którzy burzą i depczą małe, również są częścią małego centrum świata. Jak również ci wykorzenieni i uciekający z domu w poczuciu wyższości i siłowej przewagi nad tym, co pragną zostawić za sobą, bo wstydzą się tego, skąd pochodzą i z kim współżyją - a więc wszyscy ci, których określilibyśmy mianem prowincjuszy - oni też tu zamieszkują.

Małe centrum świata jest prowincją zdolną wyzwolić z prowincjonalizmu. Mości się tam, gdzie powstaje nowa przestrzeń do zagospodarowania. Potrzebuje pionierów, organicznego budowania w długim trwaniu, wolności dla czynienia nowego. Tworzą go ludzie głodni podróży poza horyzont swojskości, niesforni wobec sztywnych reguł i absolutystycznych racji. Szanuje indywidualne i pojedyncze, ale indywidualistów i "wolne ptaki" prowadzi dalej, poza rubież "ja" i "moje", ku wolnemu aktowi tworzenia zakorzenionemu w życiu wspólnoty i rozwijającemu się w ciągłym z nią dialogu. Poszukiwacze prawdy i tajemnic świata, w wielkich centrach adorowani za swój geniusz, tutaj odkrywają granicę poznania i mądrości, której nie sposób pokonać samotnie, tylko we współ-byciu z innymi. Cele klasztorne, studia artystów, biblioteki filozofów, warsztaty najrozmaitszych specjalizacji, gniazda i rodzinne siedliska - każda z tych przestrzeni jest tylko przedsionkiem do kręgu wspólnoty, pośrodku którego pali się bezimienny ogień.

***

Małe centrum świata " kocha przeszłość dla przyszłości"1. Jego fundament położony jest głęboko w warstwach pamiętania, a praca nad archeologią pamięci nie ma tutaj końca. Otwarcie tej prowincji na świat nie jest wyobcowaniem ani budowaniem od zera. Na powierzchni życia istnieje tyle podziałów, ran, nierozstrzygalnych konfliktów i przeciwstawnych racji, że łatwo na tym płytkim gruncie zbudować osobne i zamknięte na siebie światy. Można próbować odciąć się od tego, zatrzeć ślady przeszłości, schować się za parawanem ignorancji i obojętności. Ale małe centrum świata nie jest przystanią dla partaczy, którzy budują na krótko i byle jak, nie bacząc na przyszłość. Tutaj po otwartość i sztukę życia razem zstępuje się w głąb pamięci i do samych trzewi miejsca, palimpsestu różnych losów i kultur. To, co było głębokim podziałem na powierzchni, w głębi odnajduje wspólny korzeń, jest splecione. Tutaj zakorzenienie jest formą odzyskiwania przyszłości.

Małe centrum świata ustanawiane jest w ciągłości tradycji. Nie można zapominać, że to żywa rzeka, a nie strzeżone zbiorniki stojącej wody. Wierność tradycji to nie upamiętnianie, lecz kontynuacja. Jeśli uświadomimy sobie, kim byli ci, którym chcemy dochować wierności, okaże się, że o ciągłości tradycji stanowi nieustanne zmienianie świata, przekraczanie granic oraz bunt przeciw zastygłym formom życia. Tajemnicą małego centrum świata jest to, że zamiast związywać ręce pionierom i innowatorom troską o zachowanie dziedzictwa albo nakazem pielęgnowania pamiątek, daje im szansę poszukiwania i tworzenia, które obejmują również przeszłość, odkrywają jej przyszłościowy potencjał, znajdują dla niej nowe formy wyrazu, a jednocześnie wyzwalają ją ze skostniałych form "uprawiania tradycji".

***

Małe centrum świata ukształca świat poprzez jego romantyzowanie. Praca organiczna i polskie tradycje pozytywistyczne są autentyczną formą romantycznego zaangażowania się w świat. Tym samym, czym jest tradycja Bildung, której wyraz nadał Novalis: Świat musi zostać zromantyzowany. W ten sposób odnajduje pierwotny sens. Romantyzowanie to jakościowe potęgowanie. (.) Nadając rzeczom pospolitym wyższy sens, zwykłym - tajemniczy wygląd, znanym - godność rzeczy nieznanych, skończonym - pozór nieskończoności - romantyzuje je 2. Małe centrum świata uzyskuje wyższy sens przez jakościowe spotęgowanie najbliższej nam otuliny życia.

Kamieniem węgielnym małego centrum świata jest niewidzialny most. W świecie po rozpadzie i z piętnem wygnania jedyne realne spoiwo dla zerwanych więzi może pochodzić z anty-materii. Wielkie centra potrzebują mostów umożliwiających im ekspansję i panowanie nad innymi. Do dyspozycji mają jedynie materialne budowle, za którymi stoi technologia, coraz bardziej odcięta od warstwy mitu skrywającej prawdę o budowaniu przejścia pomiędzy różnymi brzegami. Ponieważ w małym centrum świata wszystkie granice są wewnątrz, obejmują bardzo różnych ludzi nie wykluczając nikogo, jego tkanka życia zasadza się na nieustannym wysiłku przechodzenia na brzeg Innego. Nie jest to kwestia wyłącznie życia duchowego, także pragmatyki codzienności. Materialne złącza i drogowe przęsła ułatwiają fizyczną komunikację, ale w żaden sposób nie decydują o przechodzeniu na brzeg Innego. W tym sensie jedynie realne mosty powstają z anty-materii - niewidzialne, budujące tkankę łączną między wszystkimi okruchami życia, wciskającą się we wszystkie szczeliny istnienia, tam, gdzie żywe są pamięć i emocje, cierpienie i utrata, odmienność i brak porozumienia.

Małe centrum świata istnieje nie dzięki tym, którzy mają rację, czekając na swoim brzegu aż inni dołączą do nich, ale dzięki tym, którzy wychylają się ku Drugiemu.

Małe centrum świata tworzy się na linii Powrotu. Ocalone w tym, co najmniejsze.

*Krzysztof Czyżewski, praktyk idei, animator kultury, poeta i eseista, współtwórca Ośrodka Pogranicze - sztuk, kultur, narodów w Sejnach oraz Fundacji "Pogranicze".

Tekst wygłoszony podczas uroczystości wręczenia Nagrody im. Zygmunta Glogera. Łomża, 14 października 2016 roku.

1 Napis wyryty na grobie Zygmunta Glogera na Starych Powązkach w Warszawie, kwatera nr 52 głosi: "Kochał przeszłość dla przyszłości".

2 Novalis, Uczniowie z Sais, w przekładzie Jerzego Prokopiuka. Warszawa 1984, s. 96.


(Żródło)

28 czerwca, 2016

Innowica 2016 na skróty

(fot. Peter Beym)

Za nami IX edycja Spotkań Teatralnych – edycja niezwykle ważna nie tylko z powodu wydarzeń artystycznych, ale przede wszystkim międzyludzkiej solidarności. Przygotowania do tegorocznego festiwalu odbywały się w atmosferze niepewności – czy dojdzie do szczęśliwego końca – czy się odbędą? Te pytania spędzały nam sen z powiek. Okazało się, że w tych trudnych momentach możemy liczyć na przyjaciół, którymi jest wspaniała festiwalowa publiczność. Dlatego zanim przejdziemy do poszczególnych wydarzeń – chcielibyśmy na samym początku raz jeszcze podziękować wszystkim, którzy wsparli materialnie i mentalnie tegoroczne Spotkania.


Pierwszym teatrem, który otworzył festiwal był Teatr Ruchu Forma z Andrychowa ze spektaklem „Tezeusz 21” prowadzonego od lat przez artystkę-plastyka, reżyserkę i animatorkę kultury – Anetę Stuglik. W odróżnieniu od wcześniejszych spektakli mieliśmy możliwość obcowania z najtrudniejszą formą sztuki dramatycznej – monodramem. Przedstawiła go młodziutka, ale niezwykle utalentowana aktorka – Karolina Graca, która w niezwykle ekspresyjny sposób – posługując się ruchem i gestem w otoczeniu surowej scenografii i nastrojowej muzyki – przedstawiła opowieść o kobiecie próbującej zmierzyć się z demonami własnego „ja”.

Po spektaklu – na scenie muzycznej – wystąpił zespół Loopus Duo, którzy tworzą Sebastian Madejski i Robert Jaworski. Na szczególną uwagę – oprócz transowego grania – zasługuje warstwa tekstowa nawiązująca do zapomnianych mitów i opowiadań ludowych. Po występie warszawskiego duetu wystąpiły grupy z Kielc – legendarny Ankh, który niezwykle rzadko koncertuje oraz Almanah – prowadzony przez gitarzystę zespołu Ankh – Piotra Krzemińskiego. Wszystkie koncerty tego wieczoru ubarwiły aktywne projekcje Krzysztofa Owczarka (Cinemanual) jednego z najlepszych i najbardziej oryginalnych twórców – podobne próby wzbogacenia koncertów tym rodzajem sztuki są dziełem jego kiepskich epigonów.

Loopus Duo & projekcje Cinemanual (fot. Maciej Mrozik)

Ankh & projekcje Cinemanual (fot. Piotr Piotrowski)
Drugi dzień festiwalu – po oficjalnym otwarciu – rozpoczął się spektaklem dla dzieci „Fintikluszki” w wykonaniu Teatru Małe Mi. Moim zdaniem jest to jeden z najlepszych teatrów, którego spektakle adresowane są do najmłodszego widza. Aktorzy w niezwykle barwny i autentyczny sposób potrafią wciągnąć dzieci w fabułę i zachęcić do wspólnej improwizacji. Teatr przedstawił również następnego dnia swój drugi spektakl zainspirowany życiem i twórczością Juliana Tuwima pt. „Tuwim Julek”. Najmłodsi widzowie – jak i rodzice – byli zachwyceni bogactwem środków inscenizacji i charyzmą aktorów. 

 Teatr Małe Mi "Fintikluszki" (fot. Wacław  Bugno)
Po spektaklu Teatru Małe Mi rozpoczęło się spotkanie z Teatrem Opowieści z Walizki, który był już gościem poprzednich edycji. W tym roku obejrzeliśmy spektakl „O rybaku Urashima” – wielopłaszczyznową opowieść o śmierci i nieśmiertelności.

"Dziękuję za piękne przedstawienie - ponownie odpłynęłam - ponownie nie zawiedliście - ponownie czekam na następny raz --- Agata Patyra

Dziękujemy za serdeczne przyjęcie. InNOWICA ma najlepszą publikę:) --- Opowieści z Walizki"

Kolejnym wydarzeniem był wernisaż prac ukraińskiego malarza Serhija Sawczenki i Kamili Bednarskiej w gospodarstwie agroturystycznym Nowica 21 prowadzonym przez Leszka i Alinę Wronowskich. Były to prace przygotowane specjalnie na okazję festiwalu. Nie jestem specjalistą-krytykiem od sztuk plastycznych, ale z relacji uczestników wernisażu byli oni pod wrażeniem.

Serhij Sawczenko - Kamila Bednarska "Intymność" (fot. Peter Beym)

Późnym popołudniem rozpoczął się spektakl muzyczno-literacki w wykonaniu Scholi Węgajty „Orient-Okcydent” – dialog średniowiecznej muzyki europejskiej XI-XII wieku z muzyką perską – z gościnnym udziałem perskich muzyków –  Yaldy Yazdani i Mohammada Rasouli. Absolutnie niecodzienne spotkanie kultury orientu z kulturą europejską na gruncie Łemkowszczyzny.

Schola Węgajty "Orient-Okcydent" (fot. Wacław Bugno)

Wieczorną część teatralną drugiego dnia zakończył Teatr Biuro Podróży spektaklem „Mistrz głodu”. To wieloznaczna opowieść o naszej rzeczywistości nawiązująca do opowiadania Franza Kafki „Głodomór”. Widowiska Biura Podróży pozostawiają w głowach publiczności wiele pytań i – jeśli można użyć takiego określenia – kreatywnej niepewności – zmuszają do refleksji, zastanowienia się nad tym, co się dzieje wokół nas – a nie dzieje się za dobrze.

Teatr Biuro Podróży "Mistrz głodu" (fot. Peter Beym)

"Dziękujemy wspaniałej publiczności i organizatorom Festiwalu w Nowicy! --- Paweł Wiktor Szkotak (Teatr Biuro Podróży)" 

Teatr Biuro Podróży "Mistrz głodu" (fot. Wacław Bugno)

Późnym wieczorem wystąpiła Grupa Ludzi prezentująca otwartą formę muzyczną oraz częstochowski skład Jaźna i Nowica 9.

Grupa Ludzi & projekcje Cinemanual (fot. Peter Beym)

Trzeci dzień festiwalu – podobnie jak dzień wcześniej – rozpoczął Teatr Małe Mi, o którym już wspominałem. Po spektaklu dla dzieci rozpoczęło się spotkanie autorskie z Antonim Krohem – wybitnym pisarzem i etnografem, którego zbiór wspomnień „Sklep potrzeb kulturalnych” jest jedną z najciekawszych książek poświęconych kulturze karpackiej.

Teatr Małe Mi "Tuwim Julek" (fot. Wacław Bugno)
Antoni Kroh (fot. Peter Beym)

Zaraz po spotkaniu rozpoczął się spektakl Natalii Połowynki (Ukraina) „Kwitka-Newista”. Wykonawczyni – związana kiedyś z jedną z najważniejszych grup ukraińskich Majsternia Pisni, a obecnie współpracująca z Instytutem Grotowskiego we Wrocławiu – przedstawiła przejmujący i pełen mistycznych uniesień monodram, który porwał serce widzów.

"Дякую, Новиця, земля рідна Антонича і наша! Дякую, IX Spotkania Teatralne Innowica 2016, за 3 дні волі, доброго спілкування і любові - від землі і від людей. Вдячна дуже, Kostko Markovych, за подаровану подорож - із церковцями, горами-долами, музеєм Андрія Вархоли (Енді Ворхола) і піснями...На фото - дорога від фестивалю, після вистави "Квітка-невіста"(реж.Сергей Ковалевич - акт. Natalia Polovynka) - до хати Mateusz Sora, на бограч від остап лозинський та друзів... В такій красі не маєш за що триматися - починаєш знов бачити, що тримає тебе )) Piotr Bussold --- Наталія Половинка" 

Teatr Cinema "Kabaret olbrzymów" (fot. Wacław Bugno)

Chwilę potem rozpoczął spektakl „Kabaret olbrzymów” – moim zdaniem jednego z najciekawszych zespołów teatralnych w Polsce – Teatru Cinema z Michałowic prowadzonego przez artystę-plastyka Zbigniewa Szumskiego. Wszystko w klimatach absurdalnych i surrealistycznych.

Teatr Cinema (fot. Peter Beym)

Wieczorem z plenerowym przedstawieniem „Kilku ekscentryków i słoooń” wystąpił Teatr Klinika Lalek z Wolimierza. I tutaj muszę na moment muszę zrobić osobistą dygresję ponieważ to, czego dokonała ekipa Kliniki Lalek to jest prawdziwe mistrzostwo świata. Proszę sobie wyobrazić, że zespół po 72 godzinnej podróży kilkoma busami, które raz za razem padały po drodze – przyjechał na czas do Nowicy i mimo straszliwego zmęczenia zmontował skomplikowaną scenografię i zagrał pełen spektakl. Rolling Stonesi nie dorastają im do pięt. Na zakończenie wystąpił wrocławski zespół-legenda – Kormorany – z niesamowitym materiałem ze swojej najnowszej płyty „Majaki”. Muzycy zaprezentowali pełną plastycznych wizji muzykę, która mogłaby być ozdobą niejednego spektaklu czy filmu. Festiwal zakończył mocnym uderzeniem – koncert młodego, ale bardzo ciekawego zespołu psychodelicznego z Krakowa – Stonerror.

Teatr Klinika Lalek "Kilku ekscentryków i słooń" (fot. Peter Beym)

"Magią Nowicy jest atmosfera. Ze świata garniturów, powinności, obowiązków, politycznie poprawnych wypowiedzi i markowych ciuchów wkracza się tam w świat, gdzie z samego faktu, że się tam znajdujemy, wynika, iż wszyscy mówimy sobie po imieniu. Dominuje skromność, a markowe ciuchy są albo niezauważalne, albo faux pas. Nikt nikogo nie pyta, kto się czym w swoim świecie zajmuje, ile ma zer na koncie i jaka cyferka mówi o jego wieku. Ważne, jak w antycznej tragedii, jest tu i teraz. Jakim jesteś człowiekiem, co masz w tej chwili do powiedzenia, jak słuchasz, jak opowiadasz, jaki jesteś w kontakcie, ile w tobie życzliwości. A ona się uruchamia, jakby to miejsce naciskało niewidzialny guzik w człowieku. Nie spotkał nas tam ani jeden przykry czy niezręczny moment. Kilka wyrwanych życia dni na pobycie w świecie idealnym." --- Ewa Błażej

(fot. Piotr :Piotrowski)

Nie czuję się absolutnie uprawniony do podsumowania tegorocznej edycji. Tego może dokonać tylko publiczność. Mamy nadzieję, że każdy znalazł dla siebie coś interesującego i nie zawiedliśmy pokładanych w nas nadziei. Dziękujemy widzom, wszystkim artystom, ks. Janowi Pipce, pani Wisi i drugiej przemiłej Pani, wolontariuszom i przyjaciołom za pomoc w realizacji tego projektu. Chcemy się z Wami spotkać za rok.

Piotr Bussold

(fot. Peter Beym)