Subscribe

RSS Feed (xml)

Powered By

Skin Design:
Free Blogger Skins

Powered by Blogger

19 maja, 2010

Innowica 2010 - zapis zdarzeń

 
Tego roku wiosna zawitała późno. W Beskidzie dopiero zaczęły zielenić się drzewa. Jadąc do Nowicy czułem, że jest coraz bliżej. Na pogórzu Ciężkowickim słały się żółte dywany mniszka i rzepaku - na zboczach gór - wśród lasów - można było dostrzec biel kwitnących dzikich drzew owocowych. Wspaniały kontrast. I taki sam kontrast zagościł podczas III edycji Spotkań Teatralnych Innowica 2010. Panuje powszechny stereotyp, że młodość zwykle buntuje się - burząc i wypierając świat wartości starszych, ale podczas Spotkań w Nowicy stało się inaczej. Spotykając się na gruncie sztuki, artyści wszystkich tradycji znaleźli uniwersalny język dialogu, międzypokoleniowej wymiany myśli i idei. Starsi i młodsi, bliscy i dalecy, znajomi i nieznajomi, miejscowi i przyjezdni - wszyscy stali się w tych dniach Rodziną. Mieszkańcami jednego Nieba.

Zaprosiliśmy artystów związanych z Nowicą od lat - dla których była źródłem inspiracji - ale też i młodych, dla których może stać się takim miejscem. "Starszym" chcieliśmy przypomnieć ich korzenie, a młodszym zaproponować "zakorzenienie". I chyba udało się......

(fot. Tomasz Sikorski)

"Wspaniałe spotkanie z Bieńkowskim, Tarnowskimi, z Michałem Żakiem, z paroma miejscowymi menelami i jeszcze paroma twarzowcami. Ja bym się zastanawiał nad jakąś myślą, ideą, która skupiałaby teatr - temat, wspólna technika, poszukiwania, etc - bo on był jakoś mało widoczny i rozrzucony od sasa do lasa (choć może to być również zaletą)" (Adam Walny)

Spotkania otworzył "Dziadek" Walnego Teatru - Adama Walnego i Przyjaciół. Spektakl adresowany do młodych otworzył też oczy rodzicom. Niczym niezwykłym były ich ciche komentarze - tłumaczące pociechom zawiłości i paradoksy Historii. Może nie wszystko od razu zrozumieją - może wiele w nich pozostanie do odkrycia - jak "stuletnia" żyletka dziadka.



Gdy nagle ....... oknem ...... wyskoczył Kusy Janek..... i zawisł u sufitu jurty Hałasów. Tak rozpoczęła się muzyczna opowieść Kai i Janusza Prusinowskich (Mama i Tata), Piotra Piszczatowskiego (Janek) i Michała Żaka (Starszy Brat) - czyli Teatrzyku Słuchaj Uchem. Zgromadzona licznie dziatwa weszła we wspaniałą interakcję i żal było gdy opowieść dobiegała do końca - miała jednak swój ciąg dalszy poza jurtą przechodząc w mini-korowód.

"Nasz syn pisał wypracowanko na angielski o długim łykiendzie - i serdecznie opisał Nowicę.

Bardzo nam tam było dobrze -tak jakby nawet rajsko- serdecznie, pięknie i z osobami świetnymi.
Może latem uda się dojechać gdzieś w okolice .

Jeszcze raz dzięki i gratulacje pomysłu i realizacji dla Was wszystkich". (Kaja i Janek)

"... bajeczny czas i bajka z dzieciakami wszystkimi bajkowa. Dobrze nam było choć krótko i błotniście. Staś poznał się z miejscowymi kałużami, a Gabryś ze strumykami. Pięknie." (Kaja Prusinowska)

(fot. Filip Bojko)

"Byliśmy zachwyceni wszelkimi zdarzeniami, które przyszły do nas w tamtej przestrzeni: przyjacielskim wieczorze z Teatrem Walnym, nocnym najazdem artystów, sprawdzaniem pianina, sympatycznym porankiem w Sarepcie. Nie wspomnę też o udziale w przedstawieniu Braci Tarnowskich, takim naszym osobistym drugim ślubie. Dla mnie to także piękne spotkanie z przyjaciółmi. Spontanicznie spotkał się tam stary skład grupy Lautari (Filipczuk , Hałas i ja), do tego wielu innych ważnych gdzieś na mojej drodze artystycznej ludzi. Zażyliśmy ponadto przyrody, następny dzień spędziliśmy na wędrówkach po bezdrożach Łemkowszczyzny, mieliśmy okazję popracować dla innych, nagromadziliśmy więc samych dobrych wrażeń." (Michał Żak)

Tymczasem na miejsce dotarł profesor Andrzej Bieńkowski, który z żoną Małgosią zainstalowali przy drodze wystawę fotografii terenowych ze swoich podróży (Muzyka Odnaleziona). Andrzej, autor m.in książek "Ostatni wiejscy muzykanci", "Sprzedana muzyka" oraz filmów dokumentalnych ("1000 kilometrów muzyki. Warszawa-Kijów") - jest charyzmatycznym "opowiadaczem", którego relacji nie można nie słuchać z zaciekawieniem.

(fot. Muzyka Odnaleziona)

"Miałem osobisty interes na festiwalu w Nowicy ! Teraz już mogę to powiedzieć, bo pracowałem nad jego realizacją ponad 10 lat. Bo albo ktoś miał w rodzinie wesele ,a to wypadek a to żniwa i tak nam schodziło. To rekonstrukcja teatru weselnego Tarnowskich. Dla mnie było to wydarzenie dużej wagi. Jak powiedział Janusz Prusinowski - po raz pierwszy w 21 wieku pokazano taki teatr, o którym już wszyscy zapomnieli i nawet o nim nie wspominają historycy teatru ! Rozmawiałem potem z Tarnowskimi, to też znakomita kapela starzy wyjadacze weselni. Byli zakłopotani tym, że po raz pierwszy grali nie na weselu na wsi ale dla widzów w Nowicy, nie bardzo wiedzieli czy publiczność była zadowolona. Z ulgą przyjęli moje zapewnienia ze było super. Dla mnie dużą satysfakcją jest to ze moglem ich spektakle Dziad Amerykański i Fryzjer sfilmować w dużej mierze dzięki Nowicy". (Andrzej Bieńkowski)

Taka właśnie opowieść rozpoczęła się kiedy z Radomskiego do Sarepty zjechała Kapela Braci Tarnowskich - barwna, prawdziwa i żywa. Nie ma znaczenia, że całe zdarzenie miało miejsce na Łemkowszczyźnie. W tradycji ludowej - moim zdaniem - bariery regionalne nie istnieją. Wszyscy zgromadzeni wczuli się w brzmienie Kapeli. Tarnowscy zaprezentowali unikalny Teatr Weselny. "Dziad amerykański" na długo pozostanie w pamięci.

(fot. Muzyka Odnaleziona)

Wieczorem przenieśliśmy się na dół wsi. Dom Muzyków, przywitał nas, rockowym akcentem - Nowica 9. Każdego roku muzycy z tej grupy pełnią tradycyjną rolę gospodarzy Spotkań.


Po koncercie - "Formuły ekstazy" - przedstawienie Teatru im. Lesia Kurbasa (Lwów) na podstawie tekstów Ihora Antonycza, ukraińskiego poety urodzonego w Nowicy. Po raz pierwszy grane w plenerze zaskoczyło plastycznością. Niezapomniane wizje - na dachu, w wannie - obrazy....


(fot. Wacław Bugno)

"Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że braliśmy udział w III Spotkaniach Teatral
nych w Nowicy! Dzięki temu mieliśmy okazję gościć w ojczyźnie Bohdana Ihora Antonycza i zaprezentować tam nasz spektakl według jego poezji. To bardzo ważny Poeta dla naszego zespołu, dla naszego miasta, dla ukraińskiej kultury w ogóle. Dlatego pobyt w Nowicy było dla nas wydarzeniem szczególnym. Zobaczyliśmy, że w miejscu gdzie urodził się Antonycz dzieją się bardzo fajne rzeczy, które robią bardzo fajni ludzie ! Jesteśmy pod wrażeniem nie tylko tego miejsca, ale i ludzi, bardzo ciepłej atmosfery, jaką tworzą to miejsce i ludzie!" (Zespół Lwowskiego Teatru im. Kurbasa)

Wieczór zakończył inny zagraniczny gość - lwowski Burdon. Muzyka nawiązująca do tradycji Karpat i innych regionów porwała wszystkich do żywiołowego tańca. I zapadła noc ....


Niedziela. Święty dzień rozpoczęła msza, po zakończeniu której wystąpiła Kapela Brodów z Węgajt. Wszyscy zgromadzeni na tym wydarzeniu zostali po prostu "uświęceni" pieśniami Maryjnymi w wykonaniu muzyków.

"Dla mnie Nowica to coś więcej niż miejsce - mam z nią związane i najpiękniejsze i najsmutniejsze przeżycia i trochę się tam czuję jakbym przeszedł do drugiego pokoju. Ludzie, którzy tam mieszkają, Bolek i Tatiana to osoby bliskie mojemu sercu, więc jak mam się czuć odwiedzając przyjaciół po latach? Cudownie !!! Potok płynie ten sam, w sercach to samo ... A festiwal ? Spotkałem się tam z Hałasami po wielu latach mieszkając w jednym pokoju jak dawniej, graliśmy jak dawniej nie mogąc się rozstać i przestać grać , a mieliśmy na to 10 lat i trzeba było Nowicy .... Rozmowy "istotne", pomysły na zaś i osoby które wybrały życie na Prawdę ....Wszystkiego do pięknego" (Witek Broda)

"... błoto było super, jedzenie też super i się skończyło, a klimat w Nowicy jakby z końca XX wieku .... niesamowite ..." (Ania Broda)


Gorącymi oklaskami zostały też przyjęte utwory grupy Jaźna i nagle przyszła ulewa. Ściana deszczu zdawała się nie mieć końca. Błagania zostały wysłuchane i deszcz ustał - trochę jednak popsuł szyki w programie, ale większość wydarzeń odbyła się zgodnie z planem.



"Serdeczne podziękowania za zaproszenie Jaźnej na Spotkania. Mam nadzieję, że wykonawcy występujący po nas nie mieli nam za złe ściągnięcia deszczyku, ale też chcieliśmy dać coś więcej niż tylko wrażenia słuchowe:-) To, co nie powinno ulec zmianie na przyszłość to obsługa techniczna (i tu ukłon i podziękowania dla Leszka Mroczkowskiego za dźwięk i zimną krew (aczkolwiek notorycznie podgrzewaną). To co pozostanie w pamięci, to na pewno kunszt aktorski Akademii z Gardzienic, oraz dla mnie niezwykła przygoda i zaszczyt muzykowania z Kapelą Brodów z Węgajt. Idąc dalej narzucają się dwa zdania: ogień na dachu i scena pod wodą. Ogień to oczywiście sprawka spontanicznie pomysłowej grupy teatralnej Łesia Kurbasa z Ukrainy, nie umniejszając oczywiście mistyce i dramaturgii całego przedstawienia. Reszty jako współgospodarz sceny Nowica 9 nie było dane mi obejrzeć. Wbrew obawom nie zalało nas morze przypadkowych amatorów wrażeń ogólnofestiwalowych, przynajmniej nie dało się tego odczuć na dole przy Nowicy 9. Do tego dołóżmy jeszcze pokaz filmów, wystawy zdjęć i obrazów, jurtę Hałasów, a wszystko to w jedynej w swoim rodzaju scenerii Beskidu Niskiego". (Astek Cuprjak, Jaźna)

Wydarzeniem były "Kroniki sejneńskie" w zabytkowej cerkwi św. Paraskewy w wykonaniu Teatru Sejneńskiego. Ten spektakl dzieci, które aby go zaprezentować przejechały przez całą ścianę wschodnią Polski, musiały zagrać dwukrotnie. Przedstawienie w reżyserii Bożeny Szroeder nie było ściśle mówiąc "wyreżyserowane" - dzieci opowiadały historie, które same pozbierały od swoich dziadków i najstarszych mieszkańców Sejn - o pięknie i atmosferze tego niegdyś multi-kulturowego miasteczka. Mam cichą nadzieję, że oklaski i serce publiczności - wynagrodziły im ten wysiłek.




"Do Nowicy dotarliśmy późnym wieczorem. Było już całkiem ciemno, więc nie widząc niczego, co znajdowało się dalej niż końce palców u nóg położyliśmy się spać. I chyba temu widok za oknem, który ujrzeliśmy rano sprawił nam taką radość. Byliśmy w pięknej okolicy, w sercu Beskidu. Jednak jeszcze większą, również przyjemną niespodzianką było to, co nas tam właśnie miało spotkać. Nasz udział w III Spotkaniach Teatralnych Innowica rozpoczęliśmy wysłuchaniem pięknego koncertu pieśni maryjnych w wykonaniu Kapeli Brodów. Koncert odbył się we wnętrzu cerkwi św. Paraskewy, w której panowała atmosfera duchowości i pewnej podniosłości. Za to po za cerkwią panowała trochę inna atmosfera . Atmosfera serdeczności, otwartości na innych. Momentami czuliśmy się jak na jednym, wielkim biwaku, na którym wszyscy się znają. W Nowicy zagraliśmy dwa spektakle. Oba w cerkwi. Pierwszy raz graliśmy w takim miejscu, więc było to dla nas nowe doswiadczenie, które jednak okazało się doświadczeniem dobrym. Gdy tylko tego potrzebowaliśmy otrzymywaliśmy od organizatorów wsparcie. Wieczorem zaś obejrzeliśmy dwa spektakle Akademii Praktyk Teatralnych Gardzienice oraz film, również zrealizowany przez teatr Gardzienice. Zarówno spektakle jak i film zrobiły na nas naprawdę duże wrażenie. Następnego dnia musieliśmy wyjechać z samego rana i Nowicę opuściliśmy czując pewien niedosyt, że sporo rzeczy musi nas ominąć. Może jednak to dobrze i tym bardziej zachęci nas to do powrotu do tego miejsca." (Piotr Myszczyński, Teatr Sejneński)

Wymuszone przez aurę zmiany spowodowały, że nieco wcześniej rozpoczął się koncert Ankh - grupy od lat związanej z Nowicą, która występowała tu już w czasach letnich spotkań artystów organizowanych przez muzyków z Nowicy 9. Być może nieliczna, ale zawsze wierna grupa fanów i mniej bojaźliwych widzów, zgotowała muzykom sympatyczne przyjęcie.


Gdy zapadł mrok przyszedł czas na wydarzenie najbardziej obciążone ryzykiem nie-odbycia-się, ale wszystko wypaliło idealnie. Chodzi o występ artystów związanych niegdyś z Nowicą bardzo mocno - Teatru Ośrodka Praktyk Teatralnych "Gardzienice". Przyjechali w "odmłodzonej wersji" za sprawą studentów i absolwentów Akademii z dwoma spektaklami - przekornej "Odysei" i "Nieludzkiej com'medii" oraz filmem w reżyserii Włodzimierza Staniewskiego "Ifigenia w A..." Spektakle te - w warunkach plenerowych - były chyba wystawiane po raz pierwszy. Myślę, że artyści byli zaskoczeni takim zainteresowaniem i frekwencją. Publiczność była "porażona" warsztatem i techniką aktorów z Gardzienic. Musieli bisować - co w przypadku grup teatralnych jest mało praktykowane.

(fot. Jacek Partyka)

Zwieńczeniem wieczoru był koncert w cerkwi André Mergenthalera z Wielkiego Księstwa Luksemburg - wirtuoza wiolonczeli. No i znowu wszystkich zatkało. Dźwięki, które André wydobywał ze swojego instrumentu wprawiły wszystkich w osłupienie. Ten skromny i sympatyczny muzyk - mimo trudów podróży, zmęczenia - musiał kilkakrotnie zagrać na bis.


No i wydawać by się mogło, że to był koniec wieczoru. Ależ nic podobnego ! Doszło do zupełnie nieplanowanych wydarzeń zainicjowanych przez samych artystów. Innowica w swoich założeniach nie jest żadnym festiwalem czy przeglądem, ale Spotkaniem - artystów z artystami, artystów z widzami - i do takiego spotkania właśnie doszło. W pobliżu Domu Muzyków przy akompaniamencie bębnów wystąpił Teatr Ognia - Los Fuegos. W jurcie rozbitej na terenie ośrodka Sarepta rozpoczęło się wspólne muzykowanie Kapeli Brodów (Ania i Witek Brodowie), Nomadów Kultury (Jacek i Alicja Hałas), Maćka Filipczuka (Lautari), Iwony Sojki i Basi Wilińskiej. Te spontaniczne jam session trwało - bagatelka - do 3.30 w nocy. Warto jednak było posłuchać i zobaczyć - bo to się prędko nie powtórzy.

Poranek dnia ostatniego, po pełnej atrakcji nocy, rozpoczął się bardzo żywo. Głównie za sprawką warsztatów tańca Nomadów Kultury, ale też z towarzyszeniem muzyków wymienionych powyżej. Wszyscy wesoło pląsali na scenie Sarepty - goście, artyści z udziałem tych, którzy - jak część młodego zespołu Gardzienic - zdecydowali się w Nowicy zostać dłużej. Popołudniem - projekcją filmu "W Nowicy na końcu świata" Nataszy Ziółkowskiej nakręconego na przestrzeni roku - rozpoczęła się część filmowa Spotkań. Niesamowitą przygodą i podróżną w czasie były filmy dokumentalne wybitnego polskiego dokumentalisty - Waldemara Czechowskiego - "Śladami Vincenza", "Węgajty". Waldek też jest osobą związaną z Nowicą - bywał tu z Teatrem Węgajty, Brodami, w prehistorycznych czasach drogi żwirowej. Niesamowity człowiek i historia.

(fot. Filip Bojko)

"Trzy dni święta teatru, muzyki i filmu, ale przede wszystkim spotkań ludzi. Bo to skarb największy – stanięcie twarzą w twarz, z przyjacielem albo nieznanym. Przyjaźnie, które trwają latami tym się wyróżniają od bliskich relacji, że mają coś z powinowactwa z wyboru. To pokrewieństwo dusz. Fascynacją wolnością i dawanie wyrazu własnej odrębności, ale w stanie szczerości – to jest coś, co trwa w Nowicy przez dziesięciolecia. Magia miejsca - w polskim, beskidzkim, połemkowskim wszechświecie.

I to znów poczułem tutaj, tej Innowickiej wiosny. I to chyba najcenniejsze (...)

Gdy powstają inicjatywy festiwalowe organizowane przez ludzi z miasta na wsi, i to w miejscu, gdzie Ci ludzie nie żyją na codzień – zawsze istnieje ryzyko pomyłki. Wrażliwi gospodarze tego święta pytają samych siebie (myśląc o kolejnym) – „jak nie zadeptać” tego miejsca, jak nie zagłuszyć klimatu spotkań zbytnimi fajerwerkami – np. ilością świetnych spektakli, teatralnych scen. Jak się nie ścigać z popularnością i sukcesem. Czym jest sukces, jeśli jest, dla samej Nowicy? Dla organizatorów sukcesem (w jednym z wymiarów) mogło by być powtórzenie Jarocina czy np. ściganie się z legendą Woodstock... To byłby poniekąd znak naszych czasów – zrobić fajerwerk i basta !!! Potem tylko ordery i sława.. Na szczęście organizatorom nie przyświecają takie myśli. Nowica obroniła się po raz kolejny (...)" (Waldemar Czechowski)

W międzyczasie obecna przez 3 dni jurta zniknęła gotowa do drogi powrotnej. Nie zniknęli natomiast muzycy (patrz wyżej), którym nie spieszyło się z wyjazdem i znowu rozpoczęli wspólne muzykowanie na ganku świetlicy w Sarepcie. I tak do wieczora .......

Nie można też zapomnieć o wszystkich imprezach towarzyszących Spotkaniom - wystawach - obrazów lwowskiego malarza Serhija Sawczenki w kaplicy Zaśnięcia NMP, aktów Macieja Fronczaka w pracowni Leszka i Aliny Wronowskich, fotografii - Walentyny Synenki, Wacława Bugno i Piotra Pardeli w Nowicy 9. I to praktycznie wszystko .....

"Luz, pełna demokracja, imprezy na styk, jedna po drugiej, a nawet zachodzące na siebie. W Nowicy trzeba (i można) być w dwóch miejscach naraz. Taki cud.

W górę, w dół, wszak to góry. Sarepta, jurta, cerkiew, kaplica, Nowica 9 – oto areny kolejnych zdarzeń (i wydarzeń). Biuro w chyży, garderoby w polu, widownia na kamieniach.

Prąd gościnnie przedłużaczem od sąsiada, artyści w strugach deszczu montujący scenografię, publika na karimatach, samochody grzęznące w gliniastej mazi. Dużo świec, pochodni i latarek na czołach.

W tej scenerii sztuka – alternatywna, szczera, różnorodna, niesalonowa. Często z pogranicza gatunków i kultur jak sama wieś. Repertuar od pieśni pasyjnych do plebejskich przyśpiewek weselnych. Od malarstwa sakralnego do aktu. Spektakle dziecięce dla dorosłych i dorosłych dla dzieci. Bez gwiazd i supportów.

INNOWICA mogła urodzić się tylko z dala od dużych ośrodków kultury. Bez sztabów, reżyserów, webmasterów, briefingów i ewentów poprzedzających i podsumowujących. (Fuj!) Bez (przepraszam za wyrażenie) polityki kulturalnej. No i towarzyszących pieczeniarzy (dawniej pieczących towarzyszy). Jeszcze nie zatupana.

Orzeźwiająca jak wiosenny deszcz." (Maciej Fronczak)

W imieniu Stowarzyszenia Przyjaciół Nowicy chciałbym podziękować Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Urzędowi Marszałkowskiemu w Krakowie, Wójtowi Gminy Uście Gorlickie, Powiatowi Gorlickiemu, Producentowi wody mineralnej "Muszynianka" - za finansowe wsparcie; Centrum Kultury i Informacji Ambasady Ukrainy, Instytutowi Teatralnemu im. Z. Raszewskiego - za wsparcie "moralne"; Jego Ekscelencji Ambasadorowi Wielkiego Księstwa Luksemburg za umożliwienie występu André Mergenthalera; księdzu Janowi Pipce - bez którego pomocy i anielskiej cierpliwości nie moglibyśmy zorganizować Spotkań; Włodzimierzowi Staniewskiemu, Mariuszowi Gołajowi, Bożenie Szroeder, Krzysztofowi Czyżewskiemu, Monice Sznajderman, Andrzejowi Stasiukowi, Michałowi Brańce; wszystkim mieszkańcom wsi Nowica, a szczególnie pani Marii Wacek, Franciszkowi Gryblowi, Piotrowi Smereczniakowi, Piotrowi Michniakowi, Stefanowi Michniakowi, Irence Smereczniak, Pani Kucharce, Szymonowi Modrzejewskiemu,Tatianie Bojko, Leszkowi i Alince Wronowskim, państwu Zaborowskim, państwu Ochremiakom, Jurkowi Szczepkowskiemu, Marzenie Kowalskiej, Mikołajowi Kowalskiemu, Filipowi Bojko, Krzysztofowi Sawickiemu, Krzyśkowi Szmidtowi, Kubie Fronczakowi, Lidce Pacak, Markowi Teślukowi, Tomkowi Opalińskiemu, Małgosi Łukomskiej, Oli Smulskiej, Piotrkowi Waisowi, Oli Padzik i jej dzieciom, Ali Szczudło, Marcinowi Smolarkowi i jego żonie i wielu wielu innym.

Dziękuję wszystkim Artystom za udział i wspaniałe przeżycia oraz Wiernej Publiczności.

"Moim zdaniem tegoroczne Spotkania w Nowicy były świetne, były to moje pierwsze Spotkania, ale zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Jedyne do czego mogłabym mieć uwagi to miejscami zachwiana organizacja. Nie podobało mi się, że zmienił się plan i niektóre rzeczy na siebie nachodziły. Mam na myśli dzień kiedy był film dokumentalny o ludowej muzyce w Sarepcie, wystawa w Nowicy 21 i koncert Ankh-ów w tym samym czasie przez co na niego nie zdążyłam, ale to była bardziej uwaga zaczepna niż krytyka, więc nie trzeba się nią zbyt bardzo przejmować (słowa skierowane głównie do Bussiego). Całość była bardzo udana pomimo kiepskiej pogody." (Weronika Pardela)

Piotr Bussold, zwany koordynatorem.

PS. Prezentowane zdjęcia i materiał filmowy nie jest na pewno miarodajny, ale chwilowo takim dysponujemy. Jeśli posiadacie własne zdjęcia i nagrania - bardzo proszę - dajcie znać na maila i podzielcie się ze wszystkimi.

Galerie zdjęć:

8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Witam!
Wielkie dzieki organizatorom tegorocznych spotkań Innowica!!! Naprawdę fajna i spontaniczna atmosfera tam panowała i nawet fatalna pogoda nie była w stanie jej przyćmić!
Jeżdżę do Nowicy już od kilku lat, ale w tym roku zabrałam ze sobą dwie koleżnaki, które były pierwszy raz (z Białegostoku i Wałcza) i obie były pod wrażeniem. Mimo, że pojawiają się tam "gwiazdy" jak np. Gardzienice, to potrafią się one wkomponować w to, co dzieje się wokół bez sztywnej, bufoniastej atmosfery :) W tym roku oczarował mnie zespół Burdon ze Lwowa oraz 9 APT Gardzienice w spektaklu o psychiatryku...
Dobrym pomysłem były też ciepłe posiłki przygotowywane przez Olę...
Ptica z Krakowa

Anonimowy pisze...

niesamowite miejsce i super impreza:)do zobaczenia za rok!!!

Anonimowy pisze...

Ja także dziękuję za świetną spontaniczną imprezę, a w szczególności za koncert wieczorny artysty z Luksemburga w cerkwi.
Atmosfera była świeża, spontaniczna, i choć przyjechaliśmy z Krakowa tylko na chwilę wieczorem - było warto!
Pozdrawiam
Michał

Anonimowy pisze...

Uff....Naprawde fajna impreza....wielkie dzieki dla organizatorow za spontanicznosc i brak nachalnosci:-)....Gardzienice tak jak 30 lat temu....

Anonimowy pisze...

Po raz trzeci byliśmy w Nowicy całą rodziną. To nieprawda, że "Warszawka się bawi" - bawi się dobrze ktokolwiek tam przyjedzie i ma chęć na zabawę! Zarówno mali jak i duzi. Przedstawienia na wysokim poziomie, super muzyka...Dziękujemy wszystkim organizatorom. Do zobaczenia za rok!

Brzoza

Anonimowy pisze...

Wspaniała relacja ze wspaniałej imprezy.
Dziękujemy Ci Bussi.

marek

Anonimowy pisze...

Było świetnie, takiej atmosfery nie ma nigdzie indziej!!!

Anonimowy pisze...

– Nie wiesz, co napisać? Napisz po prostu, że w Nowicy było fajnie – stwierdziła moja córka Ania.
– Ale to za mało – odpowiadam – trzeba by coś więcej… Mateusz pili, Bussi się denerwuje, że ludzie nic nie napisali o INNOWICY.
– Ale wiesz przecież, że było fajnie – upiera się Anka. – Było dużo dzieci, były spektakle i koncerty dla dzieci. Trochę popadało – dodaje – ale przecież tylko trochę, w niedzielę.

Rzeczywiście, tych kilka dni majowych w Nowicy było niezwykle udanych. I to – co jest warte podkreślenia – dzięki w zasadzie ofiarności i niezwykłej wręcz konsekwencji zaledwie kilku osób, może kilkunastu, którzy postanowili udowodnić, iż można w Polsce zrobić w sposób niekomercjalny profesjonalną imprezę, pozyskawszy kilka urzędów do roztoczenia opieki nie tylko w wymiarze symbolicznym. Tym bardziej że sponsorzy nawalili…

Kilkudziesięciu artystów z Polski i z Ukrainy, profesjonalnych, znakomitych twórców teatru, malarstwa, śpiewaków i muzyków, fascynatów swojej roboty, których nie uświadczysz w polskiej telewizji publicznej (może czasem, ale tylko czasem) ani nie usłyszysz w radiu. Bez wielkiej reklamy, bez pompy przemówień, przecinania wstęg i… orderów.

I tu słów kilka o Miejscowych i Przybyszach, bo to rzeczywiście dla mnie fascynujący temat, bo rzeczywiście ci Przybysze to dla nowiczan taki dziwny twór antropologiczny. Dobra, kupili sobie, ci warszawiacy, kilka domów. Żeby tak tylko przyjeżdżali na weekendy i w wakacje… Nie, im tego mało. Ściągnęli ze sobą tylu takich cudaków z całego świata (no, może nie z całego), ale… jakie fajne rzeczy robili, a liczna publika (całe rodziny z dzieciakami), co przybyła cudaków zobaczyć, mimo tańców i śpiewów do późna, oj, do późna, trochę inna od bywalców dyskotek w Gorlicach – awantur nie było, słuchali muzyki, teatr oglądali, naszego Antonycza nawet słuchali. A jak dzieci z Sejn pięknie opowiadały o historii, o ludziach... I jeszcze muzykanty – u nas już nikt tak nie gra…

Tak sobie wyobrażam, że niektórzy mieszkańcy Nowicy w ten właśnie sposób mogą sobie komentować działania Stowarzyszenia Przyjaciół Nowicy. Choć może nie wszyscy, zarówno stali mieszkańcy wsi, jak i przybysze, zdają sobie sprawę z tego, iż mieli możliwość zobaczyć rzeczywiście artystów, twórców z pierwszej półki.

No i tak jakoś spotkały się ze sobą przywieziona sztuka i cierpliwość nowiczan. A pani sołtys przypomniała i artystom, i organizatorom, i licznej publiczności o tym, że sztuka sztuką, a we wsi toczy się normalne życie.

Nie wiem oczywiście, jak jest naprawdę, ale widziałem wielu nowiczan, którzy z zainteresowaniem i uśmiechem uczestniczyli w wielu imprezach INNOWICY. Nie wiem, co o tym myślą wierni małej cerkwi, w której współczesne obrazy Serhija Sawczenko ze Lwowa stały przytulone do chorągwi. Bo takie właśnie zbliżenie Tradycji i Nowego, bez uszczerbku dla pierwszego i drugiego, dla mnie stanowi kwintesencję całego spotkania w Nowicy. A może ktoś z mieszkańców Nowicy cos o tym napisze?

A najważniejsze, że dzieci z Nowicy razem z dziećmi z miasta przeżywały tak samo losy wędrującego po świecie Kusego Janka, podziwiały pana, który w trzy sekundy zamieniał lokomotywę w dom, słuchały opowieści swoich rówieśników z Sejn i razem tańczyły do prawdziwej muzyki.

I jeszcze Nowica 9. Nie mogę, rzecz jasna, nie wspomnieć i o mieszkańcach tej szczególnej chaty – o ich gościnności, ich koncercie i wspólnym muzykowaniu, i o córce perkusisty po drugiej stronie drogi, która wypieka, ale to chyba już z mamą, wspaniałe podpłomyki ze smalcem, którego już nam w mieście nie chce się robić, i o wielu innych ludziach z Polski i z Ukrainy, których w tym miejscu spotkałem, obok sceny „Gardzienic”, Teatru Kurbasa czy perfekcyjnego muzykowania młodych Ukraińców z „Burdona”.

Ania i Krzysiek